Dzień po dniu: dni 7-13

W serii tekstów “dzień po dniu” opisuję (prawie) WSZYSTKIE dni wyzwania Język w Rok! Moje przemyślenia, porażki, sukcesy, przeżycia – wszystko spisywane na bieżąco i na gorąco! Taki językowy pamiętnik! Zapraszam na artykuł dotyczący drugiego tygodnia wyzwania! (7-13 stycznia 2019)

DZIEŃ 7 – PONIEDZIAŁEK

Dziś mija pierwszy tydzień wyzwania, więc chyba można zacząć pierwsze podsumowania…

Po pierwsze… trochę zakochałem się w języku greckim. Jest naprawdę piękny i przy okazji bardzo przypomina hiszpański, który także uwielbiam. A przy okazji ta kultura, historia… aaaa, no niesamowite to wszystko!

Słownictwo jest naprawdę mega ciekawe, bo to niezwykłe jak mocno widać jak na przestrzeni lat grecki wywarł wpływ na różne języki. Widzę greckie słowa i od razu kojarzę je ze słowami z języka polskiego, angielskiego, włoskiego, hiszpańskiego i… w sumie wszystkich, które znam. W dodatku wiele z nich brzmi tak… inteligentnie!

Gramatyka wydaje się możliwa do ogarnięcia umysłem, a wymowa choć momentami wymagająca… w zasadzie też urzeka. Wszystko mnie w greckim urzeka. I ten alfabet… Tak to już jest, że jak się zakocha to się widzi same pozytywy. Oby wyszła z tego prawdziwa miłość, a nie jedynie romans.

Jak to napisał gdzieś Wiktor jak się uczy języka to trzeba go poślubić.

Co zrobiłem dziś?

  • godzina nauki w Mondly (pory roku, ciepło/zimno i ogólnie określenia związane z pogodą)
  • jedna lekcja w Duolingo

Jejku, serio “ajm in low” z greckim!  Wy też tak kochacie języki, których aktualnie się uczycie?

DZIEŃ 8 – WTOREK

Czuję, że podstawy podstaw greckiego zaczynają mi się układać w głowie w bardzo sensowny sposób. To znaczy – zaczynam czuć ten język, bo nawet jednego zdania w nim swobodnie jeszcze nie powiem.

Wydaje mi się, że to głównie zasługa systematyczności i tego, że dziś mija ósmy dzień tego roku i codziennie był w nim obecny język grecki.

Czy to znaczy, że zajmuję się tylko greckim? OczywiśCie, że nie – mam też narzeczoną, rodzinę, znajomych, prowadzę firmę, mam obowiązki domowe, a do tego kiedy piszę ten post jestem w pociągu do Gdańska, gdzie studiuję i jutro wracam na uczelnię po przerwie świątecznej.

Nauka greckiego jest po prostu NAJWAŻNIEJSZĄ Z MNIEJ WAŻNYCH RZECZY.

Miewam mało czasu dla siebie stąd też choćby mało ostatnio ćwiczę, ale kiedy już czas dla siebie mam, przeznaczam go na języki.

Piszę to, gdyż ostatnio dostałem pytanie „kiedy Ty w zasadzie znajdujesz czas na naukę”. Kiedy zatem się uczę?

Zazwyczaj z samego rana, przed snem oraz w tak zwanym międzyczasie. Rano lub przed snem staram się wygospodarować kilkadziesiąt minut nauki w pełnej koncentracji. Wtedy uczę się słówek, korzystam z aplikacji, tworzę fiszki.

A czym jest międzyczas? Zależy – może to być jazda pociągiem  (jak teraz kiedy się uczę i tylko wpadłem to napisać), jazda komunikacją miejską. Filmy o greckim na YT oglądałem jeżdżąc na rowerku stacjonarnym, a kiedy oglądałem serial – gotowałem kolację. Grecki po prostu przewija się w moim życiu tu i ówdzie.

Poza tym cały czas jestem zanurzony w języku. Jest on w telefonie, często w słuchawkach. A mi się to wszystko na dodatek mega podoba!

Co zrobiłem dziś?
  • ponad godzina z Mondly i Duolingo w pociągu
  • pozostaję zanurzony po uszy w greckim

DZIEŃ 9 – ŚRODA

Cierpliwość…

Jeszcze dwa lata temu prawdopodobnie zrobiłbym wyzwanie milion pięćset języków w rok. Ciagle uczyłem się kolejnych języków, stale zaczynałem nowe, robiłem nierealistyczne plany, a potem wszystko kończyło się na jednym, wielkim poczuciu winy i porażki. Chciałem mieć wszystko tu i teraz.

Prawdziwą radość zacząłem czerpać z nauki, kiedy wrzuciłem na luz… Kiedy uznałem, że nie ścigam się na poziomy, nie muszę być najlepszy, nie muszę już teraz mówić w tylu i tylu językach i będę się po prostu realizował swoją pasję. Nagle nauka znów zaczęła być prawdziwą frajdą – jak w liceum na samym początku tej językowej przygody, kiedy po prostu chciałem poznawać kultury: włoską, hiszpańską, rosyjską.

Wiem, że może to zabrzmieć dziwnie, skoro w rok chcę się nauczyć języka greckiego do płynności od zera… ale skupiam się tylko na jednym języku, jest to moim priorytetem, znam różne metody, znam kilka innych języków, więc uważam ten cel za realistyczny.

—-

Chyba jedną z rzeczy, której najbardziej potrzeba komuś kto naprawdę chce się nauczyć języka to właśnie cierpliwość. To po prostu wymaga czasu – miesięcy, czasem lat ciężkiej pracy.

Nie ma co się ścigać – to nie jest sprint, ale maraton. Albo raczej wspinanie się na szczyt góry bez możliwości wjechania tam windą.

Mój apel jest taki – jedyną osobą jaką staraj się “pokonać” bądź Ty sam/a z wczoraj. Jedyny progres, który ma znaczenie to ten, by być stale pokonywać siebie samego i swoje granice. Ponoć prawdziwy wojownik to ten, który pokonuje siebie samego. Idź swoim tempem!

Nie chcę nikogo odstraszać, nie chcę też, by te słowa brzmiały płytko. Tak po prostu jest – potrzeba cierpliwości, by zbudować te językowe mięśnie na Językowej Siłce. Powtórki, ćwiczenia, czas na odpoczynek, powtórki, ćwiczenia, czas na odpoczynek. I tak dalej i tak dalej. Dzień po dniu, miesiąc po miesiącu.

—-

Oczywiście z mojej strony też nie ma się co spodziewać codziennych fajerwerków. I było to wiadome już w momencie podejmowania decyzji o codziennych postach. Dziś, cierpliwie i wytrwale nadal buduję swoją bazę słownictwa, by jeszcze zanim nadejdzie wiosna być gotowym na wzniesienie swojego greckiego na kolejny poziom! Tylko tyle, czy aż tyle?

DZIEŃ 10 – CZWARTEK

Wiecie dlaczego zacząłem się uczyć hiszpańskiego?

Byłem w pierwszej klasie liceum, może drugiej, nawet nie pamiętam dokładnie. Siedziałem sobie w swoim pokoju i czytałem magazyn Four Four Two – takie czytadło o piłce nożnej, z tych bardziej poważnych. I był tam artykuł o klubach piłkarskich z Buenos Aires. ??????

Było o River Plate, o Boca Juniors, o samym mieście – coś mnie tknęło w środku. Pomyślałem, że to Buenos Aires musi być fantastycznym miastem. Potem zacząłem czytać wszystko o Argentynie, co wpadło mi w ręce (łącznie z forum Polaków w Argentynie, bo o przeprowadzce za ocean też myślałem).

To był impuls. Kupiłem fiszki, zacząłem się uczyć, potem zanurzyłem się w języku (nie wiedząc nawet, że istnieje taka metoda) i poszło… bo miałem marzenie. By pewnego dnia usiąść w parku w Buenos Aires i wiedzieć, że z każdą osobą mogę porozmawiać po hiszpańsku.

To marzenie jest ze mną do dzisiaj – kiedy po hiszpańsku już mówię, ale w Buenos jeszcze nie byłem. Ile czasu minęło? Pięć, może sześć, może siedem lat? Nie pamiętam nawet. Minęło nagle. Jeden impuls, który pchnął mnie do działania i marzenie, które to działanie podtrzymywało przez kolejne lata. Mimo, że hiszpańskiego chciałem się nauczyć już w podstawówce.

Dlaczego to wszystko piszę? Chcę Ci pokazać jak ważne w nauce języka jest sprecyzowane DLACZEGO. Dlaczego się uczysz? Co chcesz osiągnąć? Co chcesz udowodnić? Lepsza praca? Nowe wyzwanie? Furtka do nowej kultury? Podróż? Marzenie z dzieciństwa?

Kiedy wiemy DLACZEGO uczymy się języka nie jest łatwiej się go nauczyć – nadal potrzeba cierpliwości i dobrych metod. Ale DLACZEGO pomaga nam najbardziej w trudnych momentach. Wtedy kiedy się nie chce, kiedy jest najtrudniej.

PS Z greckim w porządku, znów nauka słownictwa, ale przecież nie będę codziennie pisał o tym samym
PPS Zdjęcie z Madrytu

DZIEŃ 11 – PIĄTEK

Zdjęcie: dawno, dawno temu w Barcelonie

To, że wyruszyłem w roczną podróż z językiem greckim, nie oznacza oczywiście, że zapomniałem o wszystkich pozostałych językach. Bo jak tu zapomnieć o brazylijskich piosenkach, hiszpańskich filmach i tym, że… od kiedy ustawiłem komputer po francusku, to coś się zacięło i nie umiem tego zmienić. (nie żeby mi to szczególnie przeszkadzało)

Owszem, inne języki zeszły na boczny tor i nie znajduję czasu na to, by dużo się ich uczyć, ale staram się być zanurzonym – na tyle na ile to możliwe – we wszystkich językach jakie znam. Po prostu – różne rzeczy w swoim życiu robię w różnych językach.

I tak – na przykład dziś spędziliśmy kilka ładnych, wieczornych godzin na kolejnym hiszpańskim serialu. Muszę przyznać, że miło było dla odmiany po słuchaniu greckiego obejrzeć coś, gdzie rozumiem więcej niż pojedyncze słowa.

Więcej o nauce kilku języków jednocześnie napiszę innym razem, bo chyba skusimy się na jeszcze jeden odcinek.

DZIEŃ 12 – SOBOTA

Największy koszmar wszystkich osób, uczących się języków obcych – bariera w mówieniu.

Z mojego doświadczenia wynika, że istnieją dwa sposoby na poradzenie sobie z tym problemem. Oczywiście pomijam w tym momencie kwestię osobowości. To w ogóle rzecz na inną dyskusję.

Choć też nie do końca. Osobiście jestem w towarzystwie bardzo małomówny, ale kiedy przychodzi do mówienia w innych językach… coś się zmienia. O czym wiedzą wszyscy uczestnicy Language Meetingów, na których bywam gadatliwy. O drugim – dłuższym i trudniejszym sposobie radzenia sobie z barierą w mówieniu opowiem za jakiś czas.

Dziś – jako że w projekcie #jezykwrok przerabiamy dopiero początki nauki – powiem o tym co można w kwestii nauki mówienia w nowym języku zrobić już na tym etapie.

Otóż moim sposobem na to, by przełamać barierę w mówieniu… jest nie dopuszczenie do tego, by taka bariera powstała. Recepta jest w tym wypadku bardzo prosta – zaczynam mówić w nowym języku tak wcześnie jak to tylko możliwe.

Kiedy zanurzam się w języku greckim, próbuję czuć ten język i zapamiętywać pojedyncze słowa, pojedyncze zdania. A potem próbuję mówić. Pierwszym etapem – na którym teraz jestem z greckim – jest mówienie do siebie.

Mówię do siebie o wszystkim, o czym mogę. Póki co głównie o głupotach. To jest jabłko. Jabłko jest czerwone. Nazywam się Patryk. Chcę jeść. Nie chcę pić. Nie jestem wegetarianinem. Te kotlety są pyszne. Ta sukienka jest niebieska. Pada deszcz. Za 500 metrów, proszę skręcić w lewo. I tak dalej, i tak dalej.

I w tym szaleństwie jest metoda. Dzięki temu, że już na tym etapie mówię po grecku, później mówienie i myślenie po grecku o coraz bardziej skomplikowanych rzeczach będzie dla mnie naturalne. Lepiej zapobiegać, niż leczyć, prawda?

Dziś nadal nauka słów, w Duolingo pojawiły się też kolejne kwestie związane z układaniem zdań, a w Mondly nawet czas przyszły (wcale nie jestem na niego gotowy, ale miło się uczyć kolejnych ciekawych zdań).  I tak to przez pierwsze tygodnie będzie – słownictwo, zanurzenie, układanie pierwszych wypowiedzi i gadanie do siebie. A może nawet w najbliższym czasie odważę się pogadać z kimś innym.

A jak nauka dziś u Ciebie, że tak zapytam?

DZIEŃ 13 – NIEDZIELA

Jeśli chodzi o zdjęcie, to dziś bez większego powodu padło na Budapeszt. Mało brakowało, a byłbym właśnie po 13 dniach nauki węgierskiego.

A co z greckim? Wydaje mi się, że można powiedzieć, iż dopadł mnie pierwszy mały kryzys. I nie chodzi wcale o trudność języka – po prostu życie jest życiem i jak wszyscy wiecie – zajmuje bardzo dużo czasu.

A im więcej czasu poświęcam na robienie rzeczy, tym mniej go mam na grecki. I dlatego w ten weekend łącznie na nauce spędziłem może 20 minut.

Plus jest taki, że codziennie robiłem coś z greckim choćby przez chwilę, a poza tym trochę już mnie ten język otacza (i staram się gadać do siebie), a minus jest oczywisty – progres trochę zwolnił.

To czego potrzebuję to jedna dłuższa chwila z nauką by powrócić do dobrego rytmu, a potem utrzymywanie go na rozsądnym poziomie. Problem w tym, że w tym tygodniu jeśli chodzi o wolny czas znów nie zapowiada się kolorowo.

Codziennie o postępach w wyzwaniu piszę na Facebooku, kulisy odsłaniam na Instagramie. Publikuję także na YouTube.

You May Also Like